czwartek, 19 maja 2011

Konflikt w naszym życiu

Rozważania na temat konfliktów są notatkami z seminarium z konferencji Teen Challenge. Myśli z tych seminariów są odpowiedzią na moje modlitwy, są bardzo cenne dla mnie, dlatego postanowiłam się nimi podzielić. Myślę, że mogą być cenne również dla Was. Dzisiaj część druga rozważań.
Możemy dojść do miejsca, w którym będziemy myśleć, że tylko my mamy rację, a tzw. "reszta" się myli. Taka postawa jest poza Bożą wolą dla nas. Każdy konflikt jest okazją do tego, byśmy mogli przyjrzeć się swojemu sercu i naszym reakcjom na informacje niezgodne z naszym punktem widzenia. Podczas rozmowy jedną z najważniejszych rzeczy, która może nam pomóc w komunikowaniu się z drugim człowiekiem jest postanowienie, że naszym celem w trakcie rozmowy nie będzie zmiana jej poglądów i jej nastawienia. Musimy dawać ludziom przyzwolenie by konfrontowali nas z prawdą. Mamy być lojalni wobec bliskich nam osób w Boży sposób. Musimy być bardzo ostrożni jeśli chodzi o sprawy związane z konfliktami, tak by odpowiadać na nie w biblijny sposób. "Boże, pomóż mi, chcę odpowiedzieć na ten konflikt w sposób, który odda Tobie chwałę." Niektórzy ludzie używają innych metod rozwiązywania konfliktów w pracy, innych w domu. Mamy wielbić Boga również swoim postępowaniem w domu. Boża troska w domu jest częścią naszej służby. Musimy ostrożnie dobierać słowa, okazywać szacunek i znaleźć równowagę między okazywaniem sprawiedliwości, a okazywaniem miłosierdzia.Czasami uciekamy od konfliktów, z miejsca gdzie Bóg chce byśmy byli. Bóg nigdy nie obiecał, że nie będziemy doświadczali konfliktów w swoim życiu. Kilka pytań:
1. Jak dużym problemem są konflikty w Twoim życiu?
2. Gdy dorastałeś jako dziecko, nastolatek, jak często konflikt był częścią Twojego życia?
3. Jak dużo bólu wywołały konflikty w Twoim życiu?
4. Jak dużą ranę wywołał dany konflikt w Twoim życiu?
Rana z przeszłości może powodować wiele problemów w dorosłym życiu. Twoje doświadczenia z konfliktami w przeszłości będą miały duży wpływ na Twoje życie. Ciśnienie może wzrastać z Tobie i możesz eksplodować z byle powodu. Musimy zmierzyć się z naszymi wewnętrznymi problemami. Czasami czujemy się usprawiedliwieni, że okazaliśmy nasze uczucia gniewu i złości, kiedy ktoś zawinił wobec nas i nas zranił. Musimy nauczyć się okazywać nasze uczucia w sposób jaki podobałby się Bogu. O tym w następnym poście.

sobota, 14 maja 2011

Pięć strategii radzenia sobie z konfliktami- notatki z wykładów

Konflikt jest czymś naturalnym, normalnym i neutralnym. Czy to Was nie dziwi? Gdyby było inaczej, to znaczyłoby, że Pan Jezus zgrzeszył, a Biblia mówi, że był bez grzechu. Nie możemy zaprzeczyć, że Jezus często wchodził w konflikty, szczególnie z faryzeuszami, którym religijność zasłaniała oczy, tak, że nie rozpoznali w Jezusie Mesjasza i obiecanego Zbawiciela.  Biblia mówi o 5-ciu możliwościach radzenia sobie z konfliktami:
1. Strategia "ja wygrywamy- ty przegrywasz": "Wszedł znowu do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschłą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć. On zaś rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: Stań tu na środku! A do nich powiedział: Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie ocalić czy zabić? Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca, rzekł do człowieka: Wyciągnij rękę! Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa. A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz odbyli naradę przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić." Mr.3, 1-6
"A Jezus wszedł do świątyni i wyrzucił wszystkich sprzedających i kupujących w świątyni; powywracał stoły zmieniających pieniądze oraz ławki tych, którzy sprzedawali gołębie. I rzekł do nich: Napisane jest: Mój dom ma być domem modlitwy, a wy czynicie z niego jaskinię zbójców." Mt.21, 12-13
W przytoczonych powyżej fragmentach Jezus stosuje strategię "ja wygrywam- ty przegrywasz". Polega ona na uargumentowaniu swojego punktu widzenia, tak, że druga strona w konflikcie nie ma nic na swoją obronę. 
2. Strategia "unikania": "Rzekli do Niego Żydzi: Teraz wiemy, że jesteś opętany. Abraham umarł i prorocy - a Ty mówisz: Jeśli kto zachowa moją naukę, ten śmierci nie zazna na wieki. Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Abrahama, który przecież umarł? I prorocy pomarli. Kim Ty siebie czynisz? Odpowiedział Jezus: Jeżeli Ja sam siebie otaczam chwałą, chwała moja jest niczym. Ale jest Ojciec mój, który Mnie chwałą otacza, o którym wy mówicie: Jest naszym Bogiem, ale wy Go nie znacie. Ja Go jednak znam. Gdybym powiedział, że Go nie znam, byłbym podobnie jak wy - kłamcą. Ale Ja Go znam i słowa Jego zachowuję. Abraham, ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień - ujrzał /go/ i ucieszył się. Na to rzekli do Niego Żydzi: Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś? Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Zanim Abraham stał się, Ja jestem. Porwali więc kamienie, aby je rzucić na Niego. Jezus jednak ukrył się i wyszedł ze świątyni." J.8, 52- 58
"Jezus zatem rzekł: Każcie ludziom usiąść! A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło. Zebrali więc, i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, które zostały po spożywających, napełnili dwanaście koszów. A kiedy ci ludzie spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, mówili: Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat. Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę." J.6, 10-15
Tym razem Jezus w sytuacji konfliktowej usunął się z drogi, ukrył się. Musimy wiedzieć kiedy warto o coś walczyć, a kiedy po prostu trzeba się usunąć z drogi.
3. Strategia "ulegnę dla dobra": "Skoro z daleka ujrzał Jezusa, przybiegł, oddał Mu pokłon i zawołał wniebogłosy: Czego chcesz ode mnie, Jezusie, Synu Boga Najwyższego? Zaklinam Cię na Boga, nie dręcz mnie! Powiedział mu bowiem: Wyjdź, duchu nieczysty, z tego człowieka. I zapytał go: Jak ci na imię? Odpowiedział Mu: Na imię mi "Legion", bo nas jest wielu. I prosił Go na wszystko, żeby ich nie wyganiał z tej okolicy. A pasła się tam na górze wielka trzoda świń. Prosili Go więc: Poślij nas w świnie, żebyśmy w nie wejść mogli.  I pozwolił im. Tak duchy nieczyste wyszły i weszły w świnie. A trzoda około dwutysięczna ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora. I potonęły w jeziorze.  Pasterze zaś uciekli i rozpowiedzieli to w mieście i po zagrodach, a ludzie wyszli zobaczyć, co się stało. Gdy przyszli do Jezusa, ujrzeli opętanego, który miał w sobie legion, jak siedział ubrany i przy zdrowych zmysłach. Strach ich ogarnął. A ci, którzy widzieli, opowiedzieli im, co się stało z opętanym, a także o świniach. Wtedy zaczęli Go prosić, żeby odszedł z ich granic. Gdy wsiadł do łodzi, prosił Go opętany, żeby mógł zostać przy Nim. Ale nie zgodził się na to, tylko rzekł do niego: Wracaj do domu, do swoich, i opowiadaj im wszystko, co Pan ci uczynił i jak ulitował się nad tobą." Mr.5, 6-19
We fragmencie powyżej widzimy Jezusa, który pod wpływem prośby ludzi decyduje się na odejście z kraju Gerazeńczyków. Czasami spieramy się o rzeczy mało ważne jak np. czy byliśmy w odwiedziny u cioci w piątek czy w środę. Nie warto kłócić się o taki rzeczy. Pan Jezus pokazuje nam, że czasami dobrze jest ulec czyjejś prośbie, choć nie musimy tego robić.
4. Strategia kompromisu- "spotkajmy się w połowie drogi": "Gdy przyszedł do świątyni i nauczał, przystąpili do Niego arcykapłani i starsi ludu z pytaniem: Jakim prawem to czynisz? I kto Ci dał tę władzę? Jezus im odpowiedział: Ja też zadam wam jedno pytanie; jeśli odpowiecie Mi na nie, i Ja powiem wam, jakim prawem to czynię. Skąd pochodził chrzest Janowy: z nieba czy od ludzi? Oni zastanawiali się między sobą: Jeśli powiemy: z nieba, to nam zarzuci: Dlaczego więc nie uwierzyliście mu?A jeśli powiemy: od ludzi - boimy się tłumu, bo wszyscy uważają Jana za proroka. Odpowiedzieli więc Jezusowi: Nie wiemy. On również im odpowiedział: Więc i Ja wam nie powiem, jakim prawem to czynię" Mt.21, 23- 27  
Pan Jezus znał serca tych, którzy chcieli go przyłapać na jakimś niedociągnięciu. W powyższej sytuacji, zawiera kompromis z faryzeuszami- mówi, że odpowie na ich pytanie, jeśli oni odpowiedzą na Jego. Nie odpowiadają na Jego pytanie, więc i On nie odpowiada na ich pytanie. W tej strategii obydwie strony coś zyskują, choć nie zawsze to, czego by oczekiwały.
5. Strategia współpracy- "troszczę się o ciebie i konfrontuję z prawdą": "Jezus natomiast udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego:  Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz? Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień. I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił? A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz." J.8, 1-11
Jezus w sytuacji, gdy faryzeusze przyprowadzają do Niego cudzołożnicę nie mówi, że jest ona bez winy, ale jednocześnie nie oskarża jej, nie potępia. Stawia faryzeuszy wobec prawdy o nich samych "kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem", pokazuje im stan ich serc, to, że są grzeszni i mają nieczyste sumienie, tak samo jak cudzołożnica, którą chcą ukamienować. Jezus z troską pokazuje prawdę również  samej cudzołożnicy- pokazuje jej, że zgrzeszyła, ale jednocześnie nie wytyka jej błędów, lecz wskazuje drogę do życia i pozostawia jej wybór- "i ja cię nie potępiam; idź i więcej już nie grzesz".
Każda z wyżej wymienionych metod rozwiązywania konfliktów może być użyta w dobry, pozytywny sposób. By wiedzieć, którą strategię, w jakiej sytuacji użyć, potrzeba nam mądrości od Boga i wielu lat praktyki.


czwartek, 5 maja 2011

Dziękuję Ci za Twoją łaskę

"Jak Ci dziękować, żeś mi dał tak wiele,
Iż jestem w życiu jak ów gość przygodny,
Co zaproszony został na wesele
Niespodziewanie i nie odszedł głodny.

Duszą spokojną wstecz się nie oglądam
Za przeszłym życiem, które już nie wróci,
I w swej radości niczego nie żądam,
Tylko dziwuję się, że radość smuci. 

Jesień ma złotą pogodą się głosi
O pełnym ciszy, łagodnym wieczorze,
I rozczulone serce moje wznosi
Okrzyk zachwytu:  dziękuję Ci, Boże !"


"A władny jest Bóg udzielić wam wszelkiej łaski, abyście, mając zawsze wszystkiego pod dostatkiem, mogli hojnie łożyć na wszelką dobrą sprawę." (2 Kor 9, 7-8)

wtorek, 26 kwietnia 2011

Droga powrotna do Ojca.

"Potem rzekł: Pewien człowiek miał dwóch synów. I rzekł młodszy z nich ojcu: Ojcze, daj mi część majętności, która na mnie przypada. Wtedy ten rozdzielił im majętność. A po niewielu dniach młodszy syn zabrał wszystko i odjechał do dalekiego kraju, i tam roztrwonił swój majątek, prowadząc rozwiązłe życie. A gdy wydał wszystko, nastał wielki głód w owym kraju i on zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł więc i przystał do jednego z obywateli owego kraju, a ten wysłał go do swej posiadłości wiejskiej, aby pasł świnie. I pragnął napełnić brzuch swój omłotem, którym karmiły się świnie, lecz nikt mu nie dawał. A wejrzawszy w siebie, rzekł: Iluż to najemników ojca mojego ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Wstanę i pójdę do ojca mego i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i przeciwko tobie, już nie jestem godzien nazywać się synem twoim, uczyń ze mnie jednego z najemników swoich.Wstał i poszedł do ojca swego. A gdy jeszcze był daleko, ujrzał go jego ojciec, użalił się i pobiegłszy rzucił mu się na szyję, i pocałował go. Syn zaś rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i przeciwko tobie, już nie jestem godzien nazywać się synem twoim. Ojciec zaś rzekł do sług swoich: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie też pierścień na jego rękę i sandały na nogi, i przyprowadźcie tuczne cielę, zabijcie je, a jedzmy i weselmy się, dlatego, że ten syn mój był umarły, a ożył, zginął, a odnalazł się. I zaczęli się weselić." Łk.15, 11-24
Dla niemoralnego syna, droga powrotna do Ojca stanowiła proces, on stracił coś realnego- stracił rodzinę. Jego zachowanie miało znaczenie i przyniosło pewne konsekwencje. Zobaczył koniec swojej własnej drogi i dzięki temu mógł odnaleźć drogę powrotną do Ojca. Musiał otworzyć swoje serce na zmianę. Zobaczył, że jest zgubiony, a myślał, że odnajdzie swoją wartość. Tracimy tylko te rzeczy, które mają dla nas wartość. Zagubiona owca jest także owcą. Zagubiona drachma jest drachmą. Zagubiony syn, jest synem, ale zagubionym, który ma swoją WARTOŚĆ. To, że jesteśmy zagubieni, oznacza dla Jezusa, to że mamy wartość. Czujemy się zgubieni, ponieważ mamy wartość. Dlatego niemoralny syn nie mógł dalej znieść takiego życia. Musiał wrócić do ojca, bo miał wartość. Widział swoją wartość, gdy patrzył na ojca. Jego ojciec był taki dobry, traktował swoich niewolników bardzo dobrze. chciał zacząć od bycia niewolnikiem ojca. Zaakceptował łaskę ojca. Uznał, że nie jest godny, by nazwać się jego synem. Łaska Boża nie jest zapłatą za dobre uczynki, jest darem.
"Starszy zaś syn jego był w polu. A gdy wracając zbliżył się do domu, usłyszał muzykę i tańce. I przywoławszy jednego ze sług, pytał, co to jest. Ten zaś rzekł do niego: Brat twój przyszedł i ojciec twój kazał zabić tuczne cielę, że go zdrowym odzyskał.  Rozgniewał się więc i nie chciał wejść. Tedy ojciec jego wyszedł i prosił go. Ten zaś odrzekł ojcu: Oto tyle lat służę ci i nigdy nie przestąpiłem rozkazu twego, a mnie nigdy nie dałeś nawet koźlęcia, bym się mógł zabawić z przyjaciółmi mymi. Gdy zaś ten syn twój, który roztrwonił majętność twoją z nierządnicami, przyszedł, kazałeś dla niego zabić tuczne cielę. Wtedy on rzekł do niego: Synu, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko moje jest twoim. Należało zaś weselić się i radować, że ten brat twój był umarły, a ożył, zaginął, a odnalazł się."Łk.15, 25-31
Syn moralista musiał zrozumieć, że ma brata. Gdy rozmawia z ojcem mówi, "ten twój syn", zaś ojciec mówi: "twój brat", ważniejsze jest to, że on jest twoim bratem, a nie moim synem. Moralista musiał zobaczyć w swoim bracie, brata, zacząć traktować go jak brata. Musimy patrzeć na ludzi jak na braci i siostry. Ojciec jest ojcem. Ojciec mówi również do moralisty, że jest jego synem, że może korzystać z wszystkiego, co należy do niego. Wszystko co moje, jest twoje. Możesz poznać wszystkie sekrety Boga. Bóg chce, byśmy mieli Jego myśli w naszych sercach, byśmy znali Jego zamysły. Musimy słuchać naszej rodziny, przyjaciół, dzielić się życiem z innymi ludźmi, nie żyć egoistycznie. Moralista był posiadaczem dziedzictwa ojca- "wszystko, co moje jest twoje"- możesz tego używać, być szczęśliwym w życiu. Jako chrześcijanie musimy rozpoznać nasze dziedzictwo, musimy rozpoznać, kim jest nasz Ojciec i kim są nasi bracia. 
Jezus ma dla Ciebie i mnie wąską drogę, nową drogę i potrzebujemy Bożej łaski do życia i chodzenia po tej drodze. Bez Bożej łaski, utoniesz w grzechu, albo będziesz osobą moralną, która nie będzie potrafiła dostrzec kim jest ojciec i bracia i będzie nieszczęśliwa, zamknięta na piękno dookoła, wszystko będzie ją obciążać. Jezus pokazuje nam, jak być dobrym synem. Jesteśmy zgubieni, musimy poznawać Go, On nas oczyści i da nam nowe, piękne szaty, nowe życie, uczyni z nas ludzi, którzy będą podobni do Niego, którzy staną się tacy jak On- kochający, sprawiedliwi, posłuszni Bogu, wierni, czyści, wolni od grzechu, radośni, pełni wiary, nadziei i pokoju. Musimy tylko być blisko Jezusa i ufać Bogu, że przemianę jaką rozpoczął w naszych sercach ma moc i wykonać do końca.

środa, 20 kwietnia 2011

Dwóch synów.

Myśli w tym poście to notatki wykładu Joao Martisa, takie świeże (moim zdaniem) spojrzenie na przypowieść o synu marnotrawnym. Zadziwiające, że tak dużo mówi się o postawie syna który zabrał majątek i odjechał, a tak niewiele o postawie drugiego syna.
Prawdopodobnie Pan Jezus nigdy nie zbudowałby żadnej organizacji. Dla Niego najważniejsi byli ludzie. Religijni ludzie myślą, że są lepsi od innych. Wg nich istnieją tzw. dobrzy ludzie i źli ludzie. 
Obydwu synów z przypowieści o marnotrawnym synu, musiało zrozumieć, że potrzebują pomocy, że oboje są zgubieni. Jezus pokazał serce Ojca i podzielił się nim ze słuchającymi tej przypowieści.
Syn pierwszy- amoralny syn, to indywidualista, który ma prawo wybierać czego chce. To on decyduje, co jest dla niego najlepsze. Jest samolubny, skoncentrowany na sobie i niech nikt się nie waży mówić mu, co ma robić. Życie należy do niego, będzie robić to, co chce. Wybiera by żyć z dala od innych ludzi, nie chce by ktoś z bliskich widział, co robi, jak żyje. Jeśli ktoś z jego domowników by wiedział co robi, wypominałby mu jaki był kiedyś i jaki jest teraz. Miał grzech na sumieniu i nie chciał, by ktoś zobaczył, że skończył w zagrodzie dla świń.
Niektórzy ludzie chcą być daleko. Każdy ma swoje własne sumienie. Są ludzie, którzy nie chcą być blisko Boga i ludzi, ponieważ głos ich sumienia nie daje im spokoju. Nie chcą słyszeć napomnień ze strony  bliskich . Wystarczy, że męczy ich ich własne sumienie. Ich jedynym pragnieniem jest uzyskanie satysfakcji z życia- chcą doświadczyć i konsumować wszystko, co tylko się da. Myślą tylko o sobie, nikt nie może za nimi nadążyć. Gonią za coraz to nowszymi emocjami i zaspokajaniem swoich potrzeb. Jednak wszystko ma swoje ograniczenia, limity.
Drugi syn- moralista, to człowiek, który nigdy nie był na imprezie. Zawsze jest nieszczęśliwy i niezadowolony. Nic go nie cieszy, nie daje mu radości w życiu. Nie wie jak być szczęśliwym i jak sprawić by inni byli szczęśliwi. Jest bardzo religijną osobą. Jednakże nie jest wolny, nigdy nie doświadczył wolności. Jedynie reguły i obowiązki oraz ich wypełnianie, są dla niego ważne. Jego przyjaciele są tacy, jak on. Moralista nie odczuwa potrzeby by cokolwiek świętować. Tak naprawdę też nie ma relacji z ojcem, nie dzieli z nim swojego życia, nie łączy ich zażyła więź. Dlaczego jego życie jest poddane ojcu? Dlaczego jest mu posłuszny? Ponieważ się boi. Myśli, że ojciec jest jak szef, który nie gra fair, że jest człowiekiem cynicznym, nieczułym i chłodnym i tylko czeka aż powinie się mu noga, by go ukarać. Jeśli jesteśmy szczerzy wobec  siebie odnajdziemy w sobie cechy obydwu synów. Który z  nich przypomina bardziej Ciebie? Jak myślisz dlaczego?
Zarówno moralista jak i amoralny syn pogubili się gdzieś w życiu i do końca nie wiedzieli, kim są i kim jest dla nich ojciec. Oboje musieli odnaleźć drogę powrotną do ojca. Ale o tym w następnym poście.

środa, 6 kwietnia 2011

Boża miłość lekarstwem na wszelki lęk

Co stanowi przeszkodę w nawiązywaniu kontaktu z innymi ludźmi? Co sprawia, że czujemy się samotni, niepotrzebni, że zamykamy się w swoim świecie? Myślę, że w dużej mierze lęk. Lęk może paraliżować, odbierać radość życia, rodzić poczucie bezradności, wywoływać choroby psychiczne. Jakie są przyczyny lęku? Czego się boimy? Niezrozumienia, odrzucenia, że ktoś pomyśli, że jesteśmy jacyś dziwni, gdy z byle powodu zaczniemy z kimś rozmawiać, czy okażemy obcej osobie życzliwość. Skąd wynikają te myśli? Myślę, że z samolubstwa. Nie chcemy by ktoś o nas źle myślał, nie chcemy być uważani za dziwaków, zostać urażeni, czy odrzuceni. Z drugiej strony możemy być tak zapatrzeni w siebie i swoje problemy, że nie dostrzegamy ludzi wokół nas i  stajemy się obojętni na ich potrzeby. Możemy wyznawać zasadę: nie znam go i nie będę się zbliżać. Boimy się, że nasza samoocena może ucierpieć.
Myślę, że w  naszym życiu może panować dziwne rozdwojenie. Wiemy, ze Bóg jest kochającym Ojcem, źródłem pokoju, miłości i radości, że jesteśmy pomimo naszych grzechów kochani przez Niego i akceptowani, że mamy przebaczone grzechy, że jesteśmy cenni dla Boga, że On kieruje naszym życiem. Możemy wiedzieć te rzeczy i żyć w lęku, tak, jakby to co wiemy o Bogu i o tym, co On myśli o nas było kłamstwem. W naszym umyśle toczy się ciągła walka- między Bożymi myślami a kłamstwami szatana. Jeśli nasza wartość jest w Bogu, nic nie może jej naruszyć- ani odrzucenie ze strony ludzi, ani niezrozumienie, ani to, czy ktoś myśli o mnie, że jestem dziwna. Lęk rodzi się z samolubstwa.- obawy, że mogę utracić poważanie, swoją pozycję, akceptację ze strony ludzi. 
Co jest lekarstwem na lęk i samolubstwo? Miłość, przyjaźń- nie tylko do tych, których znam i ale również do osoby, która akurat jedzie ze mną w tramwaju, którą mijam na ulicy, którą poznałam na face booku. O ile lepszy i piękniejszy byłby świat, gdybyśmy tylko częściej uśmiechali się do siebie, czy mówili "dzień dobry " nawet nieznajomym. Wystarczy odrobina serdeczności, by ten świat stał się lepszy.
Apostoł Jan w 1 Liście Jana 4, 18 napisał: "W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości."
W miłości nie ma lęku- nie ma obaw, czy ktoś mnie odrzuci czy nie, czy mnie zrani, czy zrozumie. W miłości jest troska o dobro drugiej osoby, o to, co dobrego mogę zrobić dla kogoś, o to jak mogę komuś pomóc, o to, jak okazać drugiemu człowiekowi Bożą miłość. Bóg umiłował cały świat, wszystkich ludzi, nie tylko garstkę "wybranych". Idąc śladami Jezusa mamy wyzbywać się lęku poprzez poznawanie Boga i tego kim jesteśmy w Nim i okazywać wszystkim ludziom wokół nas Bożą miłość. 
"W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk." Boża miłość jest lekarstwem na wszelki lęk.

niedziela, 3 kwietnia 2011

Nad Jeziorem Szmaragdowym.













Kochani, mam nadzieję, ze nie czytacie dzisiaj mojego bloga, przynajmniej nie teraz, bo tak pięknie za oknem. Wiosna wróciła- ptaki koncertują, rośliny budzą się do życia. Gdy byłam dzisiaj na spacerze nad jeziorem wszędzie na ścieżkach skakało pełno  ropuch i żab, musiałam chodzić nieomal na palcach, by nikogo nie zdeptać. Słyszałam dzięcioła i kojący szum drzew. Słońce, wiatr, spokój.. Przyroda pokazuje, że życie może być takie proste i piękne. 
Znalazłam też dzisiaj szmaragd- myśl:  "Bóg nie prosi nas, byśmy oceniali, czy ktoś zasługuje na pomoc. On nas prosi, byśmy mu pomogli." Łatwo żyć obok ludzi, trudniej z nimi i nie przestawać ich kochać jak Jezus.  
Polecam wszystkim spacer, szczególnie zapatrzonym w komputer! Też zaraz znowu wychodzę z domu. Tym razem do parku całego w fioletowych krokusach. Słonecznego dnia!