Męczyłam się strasznie przez ten tydzień. Zapierałam zmęczenia, znudzenia. Pogoda mi w tym nie pomagała- za oknem szaro, buro i deszczowo i przez to jeszcze bardziej sennie. Uświadomiłam sobie jak dużo czasu, wysiłku i samozaparcia jestem w stanie wykazać po to, by zaliczyć egzamin i zdobyć wiedzę, na której mi zależy. Myślałam też trochę o pytaniu: "po co się człowiek trudzi?" Po to, by osiągnąć to, czego pragnie, by poznać, to co go interesuje, by sprawdzić swoje możliwości i umiejętności, by być użytecznym dla innych i dla Boga, by pokonywać swoje słabości i ograniczenia. W co inwestuję najwięcej czasu? Do czego dążę? Po co ten cały trud i wysiłek?
Łatwo stracić cel sprzed oczu- cel, którym jest podobieństwo do Jezusa, oddanie Bogu chwały i życie wieczne. Cel, którym jest miłość. Jednym z tłumaczeń znaczenia słowa grzech jest "chybienie celu". Chybiam celu, gdy rzeczy ziemskie stają się ważniejsze, niż duchowe. Chybiam celu, gdy zapominam o Jezusie w natłoku obowiązków. Chybiam celu, gdy zatracam się w świecie nauki i zapominam o ludziach wokół mnie i ich potrzebach. Chybiam celu, gdy moje "ja" zwycięża nowego człowieka. "Któż mnie wyrwie z tego ciała śmierci? Bogu niech będą dzięki, który daje nam zwycięstwo przez Pana naszego Jezusa Chrystusa."
"Ćwicz się natomiast w pobożności"- napomina Paweł Tymoteusza. Napomina też mnie i Ciebie. Stale, codziennie, wytrwale, pomimo zmęczenia, pomimo przeszkód, wbrew starej naturze, ćwiczmy się w pobożności, jeśli nie chcemy chybić celu.
